Stasio.

Dwa miesiące temu moje NIEczekanie przerwał telefon. Miał co przerywać, bo w tym czasie stawało się ono dość nieznośne. I nie mam tutaj na myśli niedoczekania, utęsknienia za macierzyństwem, pragnienia do szaleństwa. Bo moje NIEczekanie jest jak lot samolotem, na myśl o którym cierpnie mi skóra na karku.

Bo to co w lataniu najbardziej przerażające to nie start czy lądowanie, to nie te newralgiczne momenty, w których jak mniemam istnieje największe ryzyko. Dla mnie to ten moment gdy jesteś na górze i pozornie wszystko jest jak należy, lecisz, nawet nie trzęsie specjalnie. A jednak w każdej chwili, w każdej sekundzie może się COŚ stać. Niepewność, nieprzewidywalność, brak poczucia i możliwości kontroli sytuacji.

Takie właśnie jest moje NIEczekanie.

Dwa miesiące temu…
Ja nadal czuję jakby było to wczoraj. Uderzenie pioruna. Na ekranie telefonu numer ośrodka. “To TEN telefon, Pani Olgo”. Serce w gardle, głowa w dupie. Jak to? Teraz? Przecież ja się miałam teraz załamać, potem kawa i siadać do roboty dalej. A nie…, że ja mam teraz być mamą, tak?!
No to wyjęłam głowę z tego ciemnego miejsca i ruszyłam w dużo dalszą podróż. Podróż do mnie niegotowej, nieogarniętej i zalęknionej. Wcale nie sięgnęłam po zasoby, o których byłam przekonana po warsztatach, że są, że mam ich na pęczki, że mogę z tej wiedzy korzystać jak z googla. Nie. Ja w prostej linii poleciałam tam gdzie najłatwiej się nad sobą poużalać. Do obaw i braków. Bo tak było mi chyba najwygodniej.

Na to nie można się przygotować. Ja wiem, że poród też może być zaskoczeniem. Ale ty próbujesz NIEczekać, a to jest po prostu niemożliwe. Wiesz, że ten telefon zadzwoni, ale wali w potylicę mimo wszystko.

Po tej krótkiej chwili totalnego burdelu w głowie poinformowałam pół świata, że nie będę mogła dokończyć projektu, pojechać do SPA z psiapsiółami ani jechać do Pasymia podlać pomidorów, oczywiście podając konkretny powód. Czeka na nas Stasio.

W mojej sypialni “pojawiło” się łóżeczko, wózek od znajomych był na wyciągnięcie ręki, na koncie już robiłam rozkoszny debet, no bo remont trzeba i teges…, a ja spacerując po kipiącym słońcem Skaryszaku, dzień po naszej 13 rocznicy ślubu, niesiona rzeką łez BYŁAM MAMĄ. A On był TATĄ.

Czy tak smakują łzy, gdy zniesiesz ból porodu? Które łzy są lepsze? Czy moja duma jest gorsza? Wtedy o tym nie myślałam, te pytania przyszły dzisiaj.

Tego ważnego i słonecznego dnia płakałam jeszcze kilka razy. Nazajutrz również. A po kolejnych trzech dniach, gdy wylałam morze gorzkich już łez, wróciłam do portu jako zupełnie inny człowiek.
W przciągu 48 godzin świat zaserwował mi paletę emocji znacznie szerszą niż ta, której szukałam jako nastolatka przeżywając swój wewnętrzny bunt.
Postawił mi pytania, na które nie potrafiłam wówczas odpowiedzieć.

Dał mi lekcję i kazał na niej przerobić lęki serwując na tacy obawę przed chorobą dziecka.
Wystawił mnie na próbę i zadarł z moim Ego.
Zakręcił osią mojego życia 360 stopni i postawił mnie spowrotem na ziemii, z tym, że ta ziemia była już zupełnie inna.
I ze sobą musiałam się też oswoić, bo przez chwilę ukręciłam na siebie niezłego bata i wymierzyłam kilka solidnych razów.

Wiedziałam, że to jedyna i słuszna decyzja, dzięki której Stasio dostaje kolejną szansę. Umysł starał się to racjonalnie wytłumaczyć ale kilka pięter niżej tykało złamane serce, które szeptało o odrzuceniu i podłości. O odebranej tej małej istocie szansie, o mojej słabości i sprawionym nie tylko sobie zawodzie. O tym, że mam taką moc by decydować o reszcie jego życia. W tej chwili byłam przekonana, że zawiodłam cały świat. Rzewna melodia w głowie jak marsz żałobny pozwoliła pożegnać nie tylko Stasia i dać mu szansę jakiej nie dali mu biologiczni rodzice przez 8 miesięcy jego malutkiego życia. My “rozprawiliśmy się” z tym w 48 godzin, a ja zapaliłam małą białą świeczkę za tą małą istotę, którą powinnam była pożegnać już kilka lat temu, zanim myślałam, że kiedyś usłyszę o Stasiu. Tą, której nigdy miałam nie poznać, która nie wykiełkuje w moim cieple.

Dziękuję Stasiowi za zaległą żałobę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *