Prawda.

nieczekanie.pl

Zaczęłam usztywniać mój moralny kręgosłup. Wiele lat temu rozpoczęłam ten niekończący się proces, ktorego początki przypominały wymacywanie granic. Fakt, że tych granic nia ma oraz olśnienie z tym odkryciem związane pozwoliło mi ten proces rozpocząć. Gdy mój kręgosłup był na tyle stabilny, że mogłam po nim zjechać na sam dół, do rdzenia, korzeni, do podstaw, to właśnie tam zrozumiałam jak bardzo potrzebuję choćby zerknięcia prawdzie w oczy.

A ona okazała się z goła inna od moich przekonań o tym, że ze wszystkim mogę sobie poradzić, że w żadnym wypadku nie wejdę nikomu na głowę, za to położę się na ziemi by innym łatwiej było wejść na moją, że jest świetnie choć było gównianie. Że muszę się pilnować by zawsze być “pod ręką”. Że należy się poświęcać, a nie zajmować własnym tyłkiem, który póki jest na miejscu i powiedzmy, że go widzę (lustro ma swoje granice jednak), to niech sobie tam będzie i spokojnie rośnie : )

Tymczasem ja nie rosłam, ja się kurczyłam. A jak zjechałam do tego rdzenia, jak spojrzałam prawdzie w oczy to tak mi się chciało o tym krzyczeć, że się tego wystraszyłam … i zamilkłam. Nalepiłam tylko na twarz kolejny uśmiech z zestawu tych najszczerszych i poszłam jak dzik w żołędzie, przekonana, że tym razem nie zamiotłam niczego pod dywan.

To co zaczęło się wkrótce ulewać i sączyć znalazło swój kanał przecieku tutaj. Szybko wzbudziło niepokój, ale już nie we mnie. A mi dobrze z tym jest. Z tym, że mi się uśmiechy poodlepiały.

Bo jak się takie uśmiechy z twarzy zdejmuje, to się chce mówić tak by w końcu ktoś usłyszał: Patrz! Poruszam ustami, mówię do Ciebie… słyszysz? Było źle ale jestem. Trochę nisko, ale możesz popatrzeć na mnie z góry, nie mam nic przeciwko. Cieszę się, że jestem. Słyszysz? To słuchaj. Nowe idzie. Rozumiesz? Nowe. Nie wiem jakie, nie zadawaj mi dziwnych pytań! Po prostu, nowe. Może brzydkie. A może całkiem niebrzydkie. “Dwa tysiące dwudzieste” nadchodzi. Chwilę pewnie się będzie rozglądać jak Travolta na gifie, wklejony na port lotniczy w Radomiu.
Popacza, popacza i pójdzie. I pewnie znajdzie… Nie. Nie wiem co znajdzie. Najwyżej poNIECZEKA.

Oszczędzam czas, który chcę kiedyś poświęcić dzieciom. Ale czy można poświęcać czas na coś czego nie ma? No mnie to się świetnie udawało, to Ci teraz powiem, że koniec z tym. Bo strasznie mi zależy żeby to co się pojawi, lub ten, kto się pojawi wpadł w ramiona osoby szczęśliwej i spokojnej.

Czas i jego miara jest tworem człowieczym. Data nic nie zmienia, ale wszystkim Sylwestrom życzyć będę za kilkanaście dni spokoju w sercu bez względu na to czy wchodzą w nowe czy tkwią w starym. Bo w nowe wchodzimy gdy jesteśmy gotowi. Ja się ugotowałam, wyskakuję z tego wrzątku i choć ciepła ta zima to wolę pomarznąć, dać się zmrozić, zastygnąć przynajmniej. I dalej porozmyślać i ponieczekać. Tyle, że ze sobą pod pachą. Bo nowe idzie… Widzę jak zerka zza winkla.

CZYTAJ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *