“Oczekiwania” i te inne zakazane słowa.


Na pierwszą wizytę w ośrodku przynieśliśmy naszą niełatwą historię. Choć mam wrażenie, że za mną to ona się przypałętała, przyczepiła mi się jak papierek od cukierka do podeszwy: nie wiesz, że tam jest do momentu aż usłyszysz, że coś szeleści pod obcasem.
To ta nasza historia właśnie tak mi szeleściła.


Przyjęła nas młoda kobieta, znacznie młodsza, nie wiedziałam jak to poczuć. Odpowiedzi na pierwsze pytania musiałam z siebie wyciskać, czując się winna z jednej strony, że musi tego wysłuchiwać. Z drugiej zaś chciałam trochę powylewać z siebie i miałam wrażenie, że oczekiwałam z jej strony jakiejś formy litości czy współczucia.

Pierwsze pytanie było proste, a brzmiało: co Państwa do nas przywiodło? Odpowiedź też z pozoru prosta: Chcemy mieć dziecko. Nie możemy przecież mieć swojego. Dzyń dzyń! Zaświeciła się lampka. Co to znaczy “chcemy mieć”? Posiadać na własność? Czy może być opiekunem? Pasterzem? Wypasać na własnej łące? Na własnych zasadach zapewne?

Przerażenie mnie bierze teraz na tą myśl, że też nawet przemknęło mi to przez głowę. Ta głowa była wtedy zwrócona do tyłu. Totalnie poza JA. Szłam do przodu patrząc w przeszłość, ciągnąc za sobą żal do świata. To nie jest gotowość. Ale tej gotowości powinnieneś nabrać przez dziewięć miesięcy adopcyjnej ciąży. Spotkania przygotowujące do adopcji tyle mają właśnie trwać – jak naturalna ciąża, ale nie zakończona narodzinami dziecka, a narodzinami nowych ludzi, nowych nas, gotowych na nowy rozdział.

Po kilku spotkaniach dowiedzieliśmy się, że Nasza Pani niestety nie będzie już nas prowadzić. Dwa miesiące trwało znalezienie kogoś, kto by nas przygarnął i poprowadził dalej. Dwa miesiące wymijających odpowiedzi na pytanie co jest przyczyną tego przestoju i braku możliwości kontynuowania spotkań. Bo temat był delikatny. Pojawiła się u naszej Pani ciąża.

Dwa miesiące w plecy.

A więc w trakcie spotkań dojrzewasz, wzrastasz, określasz się, weryfikujesz, definiujesz oczekiwania i po dziewięciu miesiącach masz przepustkę do kolejnego etapu: warsztaty. A na nich dostajesz od życia z liścia. Wszystkie Twoje obawy mają szansę skonfrontować się z przekonaniami, z oceną partnera, z twoim żalem, poczuciem krzywdy i tymi cholernymi oczekiwaniami. Dostajesz literalnie po mordzie najczarniejszymi scenariuszami jakie napisać może komuś życie. Jesteś oceniany, ale sam starasz się nie oceniać.
Jednocześnie dostajesz piękną dawkę wiedzy, nadziei i masz szansę zmienić żal w szlachetne uczucie – masz całą paletę zasobów, o których nawet nie wiedziałeś, że gdzieś drzemią. Teoria niesie Cię na skrzydłach pewności, że komu jak komu, ale Wam się uda. Że nieudana adopcja Was nie dotyczy. Znacie przecież dobrze całą procedurę, Panie w ośrodku powtarzały ją wielokrotnie jak mantrę. Więc co mogłoby pójść nie tak? Błąd ludzki, może Wasza niegotowość i – po raz kolejny – te cholerne oczekiwania, które nie doczekały się dogłębnej analizy?

Te wszystkie słowa są zakazane tylko dla nas, rodziców adopcyjnych.

W Twoim małym świecie, bąku, one się znajdują na przeciwległym biegunie. Przy Tobie mają wydźwięk pełen żalu. Ciebie określają.
Bo to tylko Ty:
1. Możesz OCZEKIWAĆ POSIADANIA WŁASNYCH rodziców.
2. MASZ W PLECY całe swoje dotychczasowe życie bez miłości.
3. POWINIENIEŚ nas poznać znacznie wcześniej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *