nieNowy Rok

nieczekanie.pl

Idzie Nowy Rok. Data niewiele zmienia. Nikt nie powiedział, że właśnie w tym momencie, równo co dwanaście miesięcy jesteśmy gotowi na zmiany, a jednak wiekszość ludzi ich oczekuje. Bo są częścią życia, nas samych. Zatem chyba warto się z nimi pogodzić. Nie warto się z nimi szarpać.

Walczę nadal z nieczekaniem, jednocześnie czując stagnację ale i nadciągającą zmianę, formującą się od dłuższego czasu. Nie potrafię jej skrystalizować, nie wiem czego dotyczy, nie wiem też, czy jestem na nią gotowa.

Dlatego robię krok w tył by się jej przyjrzeć. Sprytnie wymyka się moim wszelkim próbom analizy, więc zostaję tak w tym kroku w tył i gapię się jak głupek jak sobie miga gdzieś na horyzoncie. Raz mi pomacha, czasem zagra na nosie i pokaże język. Z reguły jednak miło się do mnie uśmiecha jakby chciała powiedzieć “Dasz radę, Lusia”. Ma twarz kobiety i patrzy na mnie łagodnie i ze zrozumieniem, wzrokiem mojej Mamy, obydwu Babć, prababci… Może całego kobiecego rodu, który oprócz cudownej siły zapewne sprzedał mi kilka deficytów i obaw. A raczej dał w gratisie z prośbą o powtórkę, sugerując jednak nową wersję historii. Alternatywną, zwieńczoną sukcesem, odwróconą i kotem i ogonem. Czy marzyłam by ten ród przedłużyć? Podświadomie nie dopuszczałam innego scenariusza. Ale nie byłam oślepioną wizją i zdesperowaną Yennefer, która choć świadomie, wybrała źle. Wybrano tak za mnie. Od kilku lat powoli przełykam wielką i gorzką pigułę żalu. Przeciskała się przez gardło, szorowała podniebienie a teraz jest na wysokości mostka. Tam utknęła. Umiem do niej oddychać, bo wiem gdzie jest. Nie boli. Czuję ją i pozwalam jej tam na chwilę zostać.

Drugi krok w tył i widzę siebie robiacą krok w tył i przyglądającą się drwiącej ze mnie nadchodzącej zmianie. Przyglądam się swoim plecom i wiem już, że to nie przypadek. Bo dostajemy to co mamy dostać, gdy tylko jesteśmy gotowi. I to są takie gotowe plecy.

Trzeci krok w tył. Widzę drogę, którą szłam. Po omacku, jak jakaś ciapa, droga prosta a ja szukałam skrzyżowania, by tylko mieć pretekst do krótkiego przystanku. Zupełnie jak na górskim szlaku. Teść mnie nauczył ergonomicznego marszu: “Szukaj takiej trasy, aby twoje kroki wymagały jak najmniejszego nakładu energii. Możesz jej potrzebować w skrajnych sytuacjach, np. Gdy będziesz uciekać przed niedźwiedziem, haha!”. I wbrew Jego radom ja tą swoją drogą podążałam nie dbając o energetyczny balans. Marnowalam siły na głupie potknięcia o wystające korzenie, poślizgi na żwirze, grząźnięcia w suchym piasku. Brakowało mi uważności, skupienia, koncentracji. Z drugiej strony gdyby nie one, nie dotarła bym do tego punktu i tych wniosków.

Koniec roku to tylko data, która pomaga w wystawieniu oceny temu wszystkiemu co zadziało się przez ostatnie 12 miesięcy. Zadziało się i wszystko i nic. Potargało czuprynę i to co pod nią. Napełniło serce krwią i tlenem, a jednocześnie wypompowało je do cna. Chyba robi miejsce na nowe, bo przecież nadchodzi skoro jestem na nie gotowa.

Nadchodzi Rok nieNowy. Czekam na fajerwerki.

CZYTAJ RÓWNIEŻ

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *