NIElatający dywan

nieczekanie.pl

Ten największy z wielkich. Ten, co tak uwiera, drażni jak kamyk w bucie. Temat bezdzietności. Żegnałam się z nim kilkukrotnie, on jednak pożegnać się nie chce. Typ oporny, serio… Doświadczenie mam słabe, chciałam go jednak porzucić gwałtownie. Bez wyzwisk i awantur, lecz stanowczo. Został, złapał mnie za stopy i błagał żałośnie broniąc się przed porzuceniem.

Gdybym go przytuliła i spróbowała zrozumieć, gdybyśmy wspólnie popłakali, czy odszedł by i nie wracał? Może odchodziłby powoli, oglądając się za mną, ale przynajmniej bez tego czołgania?

Stoję na scenie w kameralnym teatrze. Mała widownia wypełniona po brzegi, stoję do niej bokiem. Przede mną LOS.
Oprócz ogromnej wdzięczności jaką do Ciebie czuję, musisz wiedzieć, że są takie chwile jak obecna, kiedy jedyne o czym marzę to spuścić Ci srogi łomot -mówię.

Na sali słychać pomruk aprobaty.

Zaczęłabym od solidnego liścia, co Ty na to? Nie rzucę się na Ciebie z zacięciem hormonalnie rozstrojonej nastolatki. Mam to za sobą. Chcę być wyrachowana i perfidna.

Na sali szepty, jeden śmiech zwieńczony chrumknięciem.

Wypłacam pierwszego liścia. Publiczność zamiera dławiąc się uprzednio westchnieniem nie na miejscu. Spodziewali się czczej gadaniny, lecz nie tym razem. Nie łódźmy się, żarty się skończyły a ja muszę być konsekwentna. Wymaga tego poważna sytuacja. Ja, mistrzyni kamuflażu, Pani idealna, właśnie stanęłam na scenie, na której teatralnie puszczają mi nerwy.

Wydrapię Ci oczy, zrobię mnóstwo złych rzeczy. Albo nie. Będę tak stać i piłować japę.

Zalewam się łzami. Staję się krzykiem. Jestem nienawiścią.
Publiczność szaleje, są wśród nich tacy, którzy zaczynają płakać a ja, serio, mam ochotę zaprosić ich na scenę.

Widzicie?! Widzicie to??!! To jestem JA!
Rozżalona,
Wściekła.
Obrażona.
Niewdzięczna.
Pokrzywdzona.
Jest mi tak cholernie źle przez tą mendę, że chce mi się rzygać.
Bardzo potrzebuję współczucia, droga publiczności. Płaczcie głośniej. Po spektaklu przyjmuję kwiaty, śmiało. Pokażcie mi, że widzieliście tę sztukę w jednym akcie. Powiedzcie mi, że bardzo to poczuliście. Napiszcie coś na bileciku przy bukiecie. Przecież to moja życiowa rola.
Chcę pływać w tym morzu współczucia, bez którego nic nie ma teraz sensu. Chcę wierzyć, że wyprzedałam spektakl i czytać recenzje. Piszcie je, będę się nimi rozkoszować. Jakie by nie były. Niech BĘDĄ! Jak świadectwa uwagi. Jak dowód na to, że ktoś patrzył kiedy żyłam tym momentem. Tą chwilą gdy JA i rozpacz vs. los.

Nadszedł koniec, powiało chłodem a moje serce wypełniła pusta przestrzeń, taka, których wszyscy się boimy, gdy tylko się pojawią, to chcemy je czymś wypełnić. Naturalne. Każdą wolną przestrzeń w przyrodzie natura czymś wypełni. Horror Vacui.

Moja pustka jest pluszowa i jest gotowością na nowe, jak żyzne, gotowe do obsiania pole. Nie mam tylko nasion, liczę na przypadek, który zdeterminuje kolejne decyzje. Lubię tą grę.

Moją chłodną i pustą jak po rozstaniu przestrzeń puściłam swobodnie w obieg. Moje biologiczne dziecko pożegnałam rok temu, na pamiątkę zostawiając sobie jednak żal, do którego bardzo się przywiązałam. Jak do pamiątki po kimś bliskim. W tej chwili jednak chcę się go pozbyć, byle skutecznie. Tak, by nie trafił na dno szuflady lub nie daj Boże pod mój NIElatający dywan.

Na zgliszczach żalu do losu stoi mały zaniedbany grób. Przykro jest mi widzieć, że tyle lat stał nieodwiedzany. Jakby ktoś bardzo mocno chciał o nim zapomnieć / Jakbym bardzo mocno chciała o nim zapomnieć. Jakby nie był dla mnie wystarczająco ważny i zbyt mocno o czymś przypominał.
Stał się zbędny, został porzucony. Ten malutki grób, będący symbolem kogoś, kto nigdy nie nadszedł i nigdy się nie pojawił. Kogoś, kto mimo wszystko jest częścią mnie, miał nią być.
Zatem zaniedbałam też siebie.
Siebie, jaką miałam być, stać się. Siebie Matkę.
Wolałam nieudolnie o niej zapomnieć.

Jak zadbać o ten grób? Jak się ładnie pożegnać? Nie porzucając? Jak wykaraskać się z niezręcznej sytuacji?
Czując wdzięczność za możliwość dotknięcia siebie bezdzietnej, za możliwość pozlepiania, bycia tym kim jestem.
Czy miałabym tę szansę, nie doświadczając straty? Nie wiem, więc dziękuję.

Spoliczkowałam los, coś pękło, puściło. Czuję wolność. Czy to jest właśnie NIEczekanie?

“Większość ludzi umiera, gdy nikt nie widzi. Ciekawe ile ludzi żyje, gdy nikt nie patrzy” – The Book of Love


CZYTAJ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *