Bardo.


Bardo (skt. antarabhawa; tyb. བར་དོ་, Wylie: bar do) – w dosłownym tłumaczeniu stan pośredni. Pojęcie buddyjskie z języka tybetańskiego określające każdy przejściowy stan egzystencji: życie, medytację, sen, śmierć. Najczęściej używane w odniesieniu do stanu pośredniego pomiędzy śmiercią a kolejnymi narodzinami. (źródło: Wikipedia)


Dokładnie tak jest. Jakbym zawisła. Probuję żyć i udawać, że takie życie daje mi pełną satysfakcję. Nie połowiczną, częściową. U mnie musi być PEŁNA, a to jest zgubne. Albo wszystko albo nic. Więc jest “nic” udające, że jest “czymś ok”. A przecież narodziny poprzedza śmierć. Te symboliczne, ponowne również.


Moje bardo to frustrujący nadmiar czasu jaki mogę wykorzystać względem siebie. Choć niezmiernie to ważny czas, to jednak uciążliwy. Jak niechciany prezent. Poczucie, że mogłabym wykorzystać go lepiej sprawia, że podejmuję aktywności kompulsywnie, nieuważnie, nie do końca zgodnie ze sobą. Nie chcę takiego prezentu.

W takim BARDO można znaleźć coś intrygującego.
Było słoneczne letnie popołudnie… Zaczyna się nieźle.
Ja, pomost-tratwa, (który w zależności od potrzeby spełnia jedną lub drugą funkcję), Tałty i piękny widok na drugi brzeg. Ociekający wspaniałością jak wygrzewający się na kanapie kot oświetlony laserem słońca, wpuszczonym przez lukę w zasłonie.
All eyes on me!

Zamknęłam na to cudo oczy. Chciałam poszukać spokoju, na górze za dużo się działo. Chciałam się schować przed dzieciakami, ogniskiem, browarami i giętami z JBB w Łysych, z których kapiący tłuszcz pali się fioletowo-turkusowym płomieniem (serio!). Chciałam uciec a dostałam jeszcze więcej wrażeń. Bo tu fala, kaczy kuper, falujący wściekle pomost-tratwa.

Zamknęłam oczy na ten, jak by nie było, piękny widok, żeby zobaczyć coś znacznie piękniejszego – SIEBIE. Wrażenie trudne do opisania, zwłaszcza gdy nigdy przedtem się siebie nie widziało. Ciężko szukać czegoś, co nie wiadomo jak wygląda, a tymbardziej gdy nie ma się pewności co do tego, gdzie dokładnie jest i czy warte jest uwagi. Kiedyś zabierałam się do tego jak do jeża i zwykle kończyło się wielką ucieczką. Na ostatniej prostej, tuż przed spotkaniem zaczynało mi się nudzić i rezygnowałam z randki jak nieśmiały nastolatek, niegotowy na spotkanie, za to gotowy by zadręczać się myślą o porażce. Śmiem twierdzić, że wówczas rzeczywiście, jest wielce prawdopodobnym, że ta randka ze sobą byłaby nieudana. Tak twierdzę teraz. Wtedy nawet mi się o tym myśleć nie chciało. Całą uwagę kierowałam “gdzieś poza”. Gdzieś, gdzie lepiej, bardziej, mocniej, więcej.

Zamknęłam oczy i zobaczyłam siebie. Wiedziałam, że tam jestem ale nigdy wcześniej siebie tam nie widziałam. Bo rozlewałam się jak Tałty albo jakiś większy zbiornik, gdzie granice brzegów majaczą na kilku horyzontach jednocześnie ale są na tyle daleko, by temperowały skutecznie potrzebę ich eksploracji. Widzę je ale żeby aż tam płynąć, to nie. Za daleko. Niech pozostaną niedookreślone. To w sumie wygodne.

Zobaczyłam siebie od środka zamykając oczy na coś pozornie ładniejszego. Widziałam skąd tam te niebieskie i smutne jeziora w źrenicach. Widziałam swój środek pomarańczowy jak w kreskówce “Było sobie życie”. Widziałam moje centrum dowodzenia – wielkie serce, pulsujące i rozbrykane. Widziałam tam wszystko co mi potrzebne by sobie być. Po prostu i wystarczająco.

I widzę to zawsze gdy zamykam oczy. Wracam do bazy, hangar wzywa gdy kontrola lotów nie ogarnia położenia.

BARDO miło mi SIĘ poznać.


“(…) To dlatego Agnieszka miała tak wiele do powiedzenia. Całymi dniami siedziała na ławeczce, robiła na szydełku serwetki i patrzyła na Pietno z góry. (…) Z dziećmi im się nie poszczęściło, więc Agnieszka musiała dużo mówić, gdy tylko znalazła kogoś chętnego, kto zechciałby jej słuchać. Gdy się bowiem ma dzieci, zapasy słów szybko się rozchodzą.”

Olga Tokarczuk, “Dom dzienny, Dom nocny”.


Jak Agnieszka… mam zapasów słów stosy, już nie tak “rozchodliwe” jak niegdyś. Bo słowa płowieją, wiedzieliście?

CZYTAJ RÓWNIEŻ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *